
Takie zdania właścicieli mieszkań słyszymy dość często. I rozumiemy, skąd się biorą. Przygotowanie mieszkania do najmu ma przecież przede wszystkim mieć sens ekonomiczny. Jednakże z naszego doświadczenia wynika, że drobne zmiany potrafią bardzo mocno wpłynąć na odbiór mieszkania. Nie dlatego, że najemca będzie analizował, jaki dokładnie dywan leży w salonie.
Dlatego, że najpierw widzi zdjęcie.
A potem albo zatrzymuje się przy ogłoszeniu, albo przewija dalej.
Zanim potencjalny najemca zadzwoni, napisze wiadomość czy umówi się na oglądanie, najczęściej ogląda zdjęcia. I robi to bardzo szybko. Na rynku warszawskim ma dzisiaj ogromny wybór. W ofertach znajdziemy wiele mieszkań w dobrym standardzie, ładnie wykończonych i wystawionych za ceny, które są adekwatne do rynku. Dlatego coraz trudniej konkurować wyłącznie argumentem:
„Mam dobrą lokalizację i dobrą cenę”.
Jeżeli obok naszego mieszkania znajduje się kilka podobnych ofert, a jedna z nich wygląda na zdjęciach znacznie przyjemniej, to właśnie ją potencjalny najemca może wybrać jako pierwszą. I właśnie dlatego uważamy, że homestaging przy wynajmie ma sens. Nie zawsze oznacza on remont, wymianę kuchni czy zakup nowych mebli. Czasami oznacza po prostu spojrzenie na mieszkanie oczami osoby, która zobaczy je pierwszy raz.
To jest chyba jedna z największych różnic.
Właściciel zna swoje mieszkanie. Wie, że sofa jest wygodna, stół jest praktyczny, a szafa ma dużo miejsca.
Dlatego często nie zauważa, że w pomieszczeniu stoi za dużo mebli, kolory się ze sobą nie łączą, a wnętrzu brakuje czegoś, co sprawiłoby, że wygląda przytulniej. My patrzymy na to trochę inaczej.
Zastanawiamy się:
To często są bardzo proste rzeczy.
Jednym z naszych przykładów jest kawalerka na Ursynowie. Nie robiłyśmy tam remontu. Nie wymieniałyśmy mebli. Dokupiłyśmy jedynie dywanik i narzutę oraz zmieniłyśmy układ mebli. I to wystarczyło, żeby wnętrze zaczęło wyglądać zupełnie inaczej. Zmiana ustawienia mebli sprawiła, że przestrzeń stała się bardziej czytelna, a kilka prostych dodatków dodało jej przytulności. I właśnie takie sytuacje najbardziej pokazują nam, że homestaging nie musi oznaczać dużych wydatków.


Drugi przykład to mieszkanie dwupokojowe na Mokotowie. Tutaj wykorzystałyśmy dodatki, które mamy w naszym biurze. Przywiozłyśmy własne dywaniki, poduszki, dekoracje i inne drobne elementy, które pomogły nam stworzyć bardziej spójną aranżację. Właściciel nie musiał kupować żadnych dodatków. Zapłacił tylko za usługę przygotowania mieszkania. Po wynajęciu mieszkania nasze rzeczy po prostu zabrałyśmy. To rozwiązanie bardzo dobrze sprawdza się wtedy, kiedy właściciel nie chce inwestować w wyposażenie, które nie jest mu później potrzebne.
Mamy też drugą opcję. Jeżeli właściciel chce, żeby mieszkanie po naszej aranżacji nadal wyglądało tak samo podczas kolejnych prezentacji, możemy również kupić dodatki, które zostaną w mieszkaniu. Nie są to przypadkowe bibeloty czy rzeczy, które mają tylko zapełnić puste miejsce.
Wybieramy proste, uniwersalne i niedrogie elementy:
Takie rzeczy nie muszą kosztować fortuny.
A potrafią sprawić, że mieszkanie staje się cieplejsze, bardziej spójne i po prostu przyjemniejsze w odbiorze.


To bardzo ważne. Przy homestagingu nie chodzi o to, żeby mieszkanie wyglądało dokładnie tak, jak podoba się nam czy właścicielowi.
Nie każdy lubi mocne kolory. Nie każdy chce dużo dekoracji. Nie każdy potrzebuje dywanu pod każdym stolikiem.
Dlatego przy mieszkaniu na wynajem stawiamy przede wszystkim na neutralność, estetykę i uniwersalność. Chcemy stworzyć wnętrze, w którym różne osoby mogą zobaczyć siebie. Mieszkanie powinno mieć charakter, ale nie może być tak mocno „czyjeś”, żeby potencjalny najemca miał wrażenie, że wchodzi do gotowego domu poprzedniego właściciela.
Rynek najmu w Warszawie jest bardzo konkurencyjny. Najemca może porównać w internecie mieszkania na Mokotowie, Ursynowie, Wilanowie czy w innych dzielnicach praktycznie w kilka minut. Patrzy na lokalizację, metraż, standard i cenę. Ale patrzy również na to, jak mieszkanie wygląda. Dlatego nawet dobrze wyceniona nieruchomość może potrzebować dodatkowego „wyróżnika”. I czasami tym wyróżnikiem nie jest nowa kuchnia czy łazienka za kilkadziesiąt tysięcy złotych.
Czasami jest nim lepiej ustawiona sofa, zabrany jeden niepotrzebny mebel, ładna narzuta i dywanik.
Homestaging i dobre zdjęcia idą ze sobą w parze. Możemy mieć bardzo dobre mieszkanie, ale jeśli pokażemy je na zdjęciach w niekorzystny sposób, potencjalny najemca może nigdy nie zobaczyć jego zalet. Dlatego przed przygotowaniem ogłoszenia patrzymy na mieszkanie trochę jak fotograf, trochę jak potencjalny najemca, a trochę jak właściciel. Co zostawić? Co schować? Co przestawić? Co dodać? Co zabrać? I przede wszystkim: co powinno znaleźć się na pierwszym zdjęciu?
Bo właśnie pierwsze zdjęcie często decyduje o tym, czy ktoś zatrzyma się przy ogłoszeniu.
To jest chyba najważniejsza rzecz, którą chciałybyśmy przekazać właścicielom. Nie namawiamy do kupowania rzeczy tylko po to, żeby coś kupić. Jeżeli mieszkanie już jest dobrze urządzone – nie ma potrzeby go „upiększać” na siłę. Jeżeli jednak jest w nim potencjał, ale wnętrze wygląda przypadkowo, warto czasami zainwestować niewielką kwotę albo skorzystać z dodatków, które możemy przywieźć ze sobą. Bo celem nie jest stworzenie luksusowego apartamentu.
Celem jest wydobycie tego, co w mieszkaniu jest dobre, i pokazanie tego potencjalnemu najemcy.
Pracując jako pośrednik nieruchomości w Warszawie, widzimy mieszkania jeszcze zanim trafią do ogłoszeń. I właśnie wtedy najłatwiej zauważyć rzeczy, których właściciel może już nie dostrzegać. Jeżeli mieszkanie jest na Mokotowie, Ursynowie, Wilanowie, Bielanach, Żoliborzu lub w innej części Warszawy, przed wystawieniem oferty warto zastanowić się nie tylko nad ceną, ale również nad jego prezentacją na tle konkurencji.
Jako agentki nieruchomości nie chcemy tylko zrobić zdjęć i wystawić ogłoszenia. Chcemy najpierw sprawić, żeby mieszkanie miało co na tych zdjęciach pokazać.
Bo czasami naprawdę wystarczy niewiele.
A przede wszystkim – spojrzenie na mieszkanie oczami osoby, która zobaczy je po raz pierwszy.

Współzałożycielka Entarius. Od 2007 r. pomaga sprzedawać i wynajmować mieszkania w Warszawie — home staging to jej znak firmowy.
Najem
Najem
NajemUżywamy plików cookies niezbędnych do działania serwisu oraz statystycznych (Google Analytics) — te działają od wejścia, a statystyki możesz wyłączyć. Cookies marketingowe (Google Ads, Meta) włączymy tylko za Twoją zgodą, aby mierzyć skuteczność reklam i pokazywać nasze oferty. Szczegóły w polityce prywatności.